Po co Chinom własny Bank Światowy i dlaczego powinno cię to obchodzić?

Chiński smok na drzwiach

15 kwietnia 2015 r. Polska wraz z 56 innymi państwami dołączyła do Azjatyckiego Banku Inwestycji Infrastrukturalnych (ABII). Banku, który został okrzyknięty chińskim odpowiednikiem Banku Światowego i konkurencją dla Międzynarodowego Funduszu Walutowego (MFW). Chińczycy będą budować biednym tego świata drogi i elektrownie. Brzmi nieźle. Gdzie tkwi haczyk?

Jak działa Bank Światowy?

Bank światowy działa jak zwykły bank z tą różnicą, że kredyt może wziąć państwo, a nie szary Kowalski. W ten sposób bogate kraje pożyczają biednym środki na rozwój. Bogaci się cieszą, że ich pieniądze przynoszą im jeszcze więcej pieniędzy w postaci odsetek, a biedni cieszą się nowymi kolejami, siecią wodociągową etc. Tyle teorii.

Do kogo należy Bank Światowy?

W praktyce Bank Światowy jak i każdy bank służy swoim właścicielom. Kto jest właścicielem Banku Światowego?

Wystarczy spojrzeć kto ma największy wpływ na decyzje banku. Stany Zjednoczone mają w rękach blisko 16% głosów. Druga jest Japonia z blisko 7%. Trzecie są Chiny, dalej Niemcy, Wielka Brytania i Francja z ok. 4% głosów na głowę. Jeżeli usunać niepasujący, chiński element z tej układanki, to kraje Zachodu mają razem 34% głosów. Co więcej, gdyby coś poszło nie po myśli USA, zadbali o prawo weta dla siebie.

Co jest takiego złego w pożyczaniu pieniędzy?

Diabeł tkwi w szczegółach. Posłuchaj tych przypowieści i wszystko stanie się jasne.

Dobry Samarytanin

Kowalski chce wziąć kredyt na otwarcie piekarni. Jego bank bierze pod lupę jego przedsięwzięcie, szacuje, że ma duże szanse powodzenia. Kowalski dostaje kredyt i otwiera firmę. Z zysku ze sprzedaży bułek spłaca kredyt i cieszy się z reszty, która zostaje mu w kieszeni. Wszyscy są zadowoleni.

Judasz i jego srebrniki

A gdyby kierownik banku postawił Kowalskiemu warunek: „damy ci pieniądze, ale piece do piekarni zamówisz u mojego szwagra i nie będziesz piekł pączków, bo moja teściowa już to robi”? Kowalski z bólem serca zgadza się. Otwiera piekarnię, ale biznes na tych warunkach idzie kiepsko. Przeliczył się.

Potrzebuje więcej pieniędzy, żeby konkurować z teściową kierownika i na serwis tych cholernych pieców od cudzdego szwagra. Bierze kolejną pożyczkę. Spłaca z niej poprzednią i nadal cienko przędzie. W końcu sfrustrowany sprzedaje piekarnię kierownikowi banku. Żona Kowalskiego ma go za nieudacznika i szantażuje go rozwodem. Kowalski z desperacji bierze kolejny kredyt i przez pół roku udaje przed żoną, że wszystko idzie świetnie, że te wszystkie wystawne kolacje na które ją zapraszał to wynik jego genialnych inwestycji na giełdzie.

Kiedy Kowalski przychodzi po kolejny kredyt, kierownik banku zamyka mu drzwi przed nosem. Bank zabiera mu dom i auto, a żona wychodzi za kierownika. A sam Kowalski? Mówi, że pieniędzy nie ma, ale załatwił z sąsiadami, żeby go spłacili. A sąsiedzi? Co będą za Kowalskiego płacić! Niech płacą nasze dzieci.

Absurd?

Tak w skrócie wygląda rozwój proponowany przez Bank Światowy i MFW.

Jak dostać pieniądze z Banku Światowego?

Nie możesz po prostu przyjść z potrzebą i wynieść worki pełne dolarów. Zanim to nastąpi musisz zaakceptować warunki dyktowane przez Stany Zjednoczone i ich bogatych satelitów. Cel? Umocnienie swojego wpływu w kraju, który jest benificjentem kredytu. Co to oznacza w praktyce?

  1. W przypadku olbrzymich projektów inżynierskich takich jak budowa tam, elektrowni, sieci przesyłowych itp. gwarancja, że ich wykonanie zostanie powierzone uprzywilejowanym firmom z USA takim jak: Halliburton, czy Bechtel. W ten sposób pożyczone pieniądze praktycznie nie opuszczają kraju.
  2. Długoterminowe kontrakty związane z utrzymaniem powstałej infrastruktury przez firmy wspierane przez USA.
  3. Forsowanie inwestycji, które zwiększą udział w rynku amerykańskich towarów. Głodni ludzie bez dostępu do wody i podstawowej edukacji, nie są konsumentami pasty Colgate. Dzięki pożyczonym pieniądzom mają szansę na lepsze życie, ale tylko, jeżeli granice są otwarte dla produktów od Wuja Sama.
  4. Forsowanie inwestycji, które służą zagranicznemu przemysłowi. Chłop w boliwijskiej dżungli może żyć bez energii elektrycznej, ale amerykańska korporacja, która planuje tam wydobycie gazu ziemnego, musi mieć do niej dostęp.
  5. „Wolny rynek”, czyli magiczny termin oznaczający nic innego jak jednostronne zniesienie barier handlowych dla amerykańskich towarów.
Centrum biznesowe w Xiamen

Nowe wieżowce w centrum Xiamen. Jak długo będziemy czekali na chińskie wieżowce w Polsce?

W skrócie biedni pożyczają pieniądze, żeby zaraz je oddać uprzywilejowanym zachodnim kontrahentom, którzy przygotowują pole pod swoją dalszą ekspansję. Zwykli ludzie również zyskują na tym procesie, ale jest to zysk krótkotrwały. Biedni więc pozostaną biedni, bo nie inwestuje się w lokalny przemysł, lokalną produkcję i nie uczy się jak robić własną pastę do zębów. Stają się za to nowymi i wiernymi konsumentami zachodnich towarów i świetną, bo tanią i wyedukowaną siłą roboczą, która składa twojego iPhone’a.

Skoro kredyt w Banku Światowym to taki kiepski pomysł, to dlaczego ludzie go biorą? O tym za chwilę. Właściwe pytanie brzmi: kim są ci ludzie?

O ludziach, którzy obiecują złote góry

Jeżeli obiecują złote góry po śmierci, to mowa o prorokach, jeżeli jeszcze za życia — o politykach.

Dlaczego kraje afrykańskie nadal są biedne mimo wpompowanych miliardów dolarów zagranicznej pomocy? Tamtejsze elity są skorumpowane do szpiku kości, a nikomu na Zachodzie nie zależy na tym, żeby ten stan rzeczy zmienić. Tak jest po prostu wygodnie.

Decydenci nie muszą otrzymywać łapówki bezpośrednio do ręki. Wystarczy, że pieniądze z Banku Światowego trafią do podległych im instytucji. Wtedy mogą zrobić z nimi cokolwiek zechcą, np. zapłacić wysoką prowizję firmie szwagra, która nadzoruje inwestycje przewidziane w umowie z bankiem. Volia!

Chiński hotel w Korei Północnej

Emperior Hotel w Rason, specjalnej strefie ekonomicznej na północy Korei Północnej. Chińczycy inwestują wszędzie. W tym Jackie Chan, który jest współwłaścicielem tego przybytku.

Dlatego dla skorumpowanego polityka (pleonazm?) pozyskanie kredytu to najlepszy sposób na szybkie wzbogacenie. I żeby go dostać zrobi wszystko, świadomie, bądź nie, podpisze każdy cyrograf, który skazuje jego kraj na poddaństwo. Z tego uszczknie coś dla siebie i swojej rodziny, a resztę, zgodnie z obietnicami, zainwestuje w nowe miejsca pracy. W politycznej nomenklaturze nowe miejsca pracy, oznaczają brak regulacji dla zagranicznych inwestycji, które grabią ziemię z surowców naturalnych i wykorzystują tanią siłę roboczą.

W ten magiczny sposób dochodzimy do sedna absurdu. Kredyty biorą ci, którzy za nie później nie odpowiadają. A kto odpowiada? Ludzie.

Co na to ludzie?

Jacy ludzie? Ty, ja, Kowalski. Kowalski słyszy obietnice: będą nowe drogi, będzie szybka kolej, nie będzie bezrobocia. Cud, miód, malina. Nikt nie mówi o kosztach. Nikt nie mówi o tym, że ten kredyt kiedyś trzeba będzie spłacić. Nikt nie mówi o tym, że złotych gór nie będzie. Ty o tym wiesz, ja o tym wiem, może Kowalskiemu warto też powiedzieć?

Co się dzieje z bankrutami?

To najciekawsza część historii. Generalnie banki nie lubią bankrutów. Ich pieniądze wsiąkają i nie mogą ich odzyskać. W przypadku Banku Światowego sprawa wygląda odwrotnie. Im większy dług, tym lepiej.

Dlatego pożyczki sztucznie się nadmuchuje i wypełnia pieniędzmi, które benificjentowi nie są potrzebne. Jak? MFW wysyła swoich specjalistów, którzy szacują ile gigawatów potrzebne jest danej elektrowni, ile tysięcy ton betonu zostanie użyte na budowę sieci kolejowych itp. Nikt tego głośno nie mówi, ale polityka MFW jest tylko jedna: „im więcej, tym lepiej”. Większe inwestycje oznaczają przecież większe zadłużenie.

Prawda jest bowiem taka, że nikt nie jest w stanie przewidzieć zużycia energii elektrycznej w Indonezji na przestrzeni 60 lat. Każda proponowana liczba brzmi równie prawdopodobnie. Jedynym wyznacznikiem kto ma rację jest autorytet tego, kto prognozy liczy. A jeżeli jest to ktoś z MFW, to pewnie wie co mówi. W nomenklaturze MFW takich ludzi nazywa się ekonomicznymi cynglami. John Perkins, jeden z nich opublikował swoją historię w książce Confessions of an Economic Hit Man. Przygody Bonda to przy tym dobranocka. Warto sięgnąć.

Różnica między łamaniem kołem od łamania długiem

Dług w każdym wypadku zniewala. Jeżeli masz w banku kredyt i nie masz oszczędności, to trzymasz się kurczowo swojego etatu, bo jego utrata grozi ci poważnymi finansowymi tarapatami. Jesteś gotów pracować tanio i dla kogokolwiek, byle tylko móc dalej spłacać swój dług. Groźba, że bank zajmie twoje mieszkanie i nie będzie cię stać na utrzymanie dzieci jest wystarczającą motywacją, by zaakceptować każdą pracę i każdą płacę.

Elektryczny autobus w Chinach

Autobus zasilany energią elektryczną w Hangzhou. Jeszcze dwa lata temu ich nie było.

Dług zaciągnięty przez państwo ma analogiczne skutki. Kiedy politycy w desperacji poszukują pieniędzy w budżecie, których nie ma, bank zaciera ręce. Stanom Zjednoczonym nie zależy tak na spłacie zaciągniętego ich długu, jak na kontroli, którą zyskują nad zadłużonym państwiem. Jak?

Amerykanie wychodzą z propozycją alternatywnej spłaty długu: licencjami na wydobycie surowców naturalnych, preferencyjnymi warunkami dla firm z zagranicznym kapitałem, wsparciem ich anty-terrorystycznych krucjat, pozwoleniami na budowę baz wojskowych itp. To po prostu element politycznego nacisku. Skuteczniejszy niż stara szkoła budowy imperium, oparta łupieniu innych ogniem i mieczem.

Jak kończą oporni

A co, jeżeli ktoś ma wystarczajcą odwagę, by powiedzieć Stanom Zjednoczonym „nie”? Historia zna dziesiątki przykładów:

Iran ’53 — Mohammad Mossadegh
Mossadegh, ówczesny premier demokratycznie wybranego rządu przygotowywał nacjonalizację przemysłu związanego z wydobyciem ropy naftowej. To godziło w interesy koropracji dziś znanej jako BP i groziło wycofaniem zachodniego kapitału. Mossadegh został obalony przez CIA, na rzecz Szacha Mohammada Reza Pahlawi. O tym jak to się skończyło możesz przeczytać w reportażu Kapuścińskiego Szachin-Szach.
Gwatemala ’54 — Jacobo Árbenz
Arbenz, kolejny demokratycznie wybrany premier, który został odsunięty od władzy przez CIA. Po zainstalowaniu pro-amerykańskiego dyktatora Carlosa Armasa, w wyniku wojny domowej zginęło 200 tys. Gwatemalczyków. Tym razem chodziło o projekt przekazania przez państwo ziemi chłopom, którzy jej nie posiadali. To godzio w interesy United Fruit Company, którą wspierasz z każdym kupionym bananem Chiquita.
Chile ’70–’73 — Salvador Allende
Allende, demokratycznie wybrany prezydent z marksistowskimi poglądami znów był zagrożeniem dla amerykańskich interesów w regionie. Po długich próbach dyskredytacji jego rządów, został zabity w przygotowanym przez USA przewrocie, który wyniósł do władzy Augusto Pinocheta.

To tylko trzy najbardziej jaskrawe przykłady, choć jest ich dużo więcej. Co jeżeli wspierany przez USA przewrót nie kończy się sukcesem? Amerykanie wracają do starej taktyki i wysyłają swoje wojska. Wtedy operacja zawsze kończy się sukcesem (za wyjątkiem Wietnamu), ale koszty są dużo większe i trzeba się gimastykować, żeby tę wojnę jakoś uzasadnić.

Rzeka-sciek w Chinach

Postęp nie przyszedł bez kosztów. Rzeka w centrum Kantonu.

Gdzie są Chiny w tej układance?

Chiny okrzyknięto niedawno drugą gospodarką świata. Nic dziwnego, że czują się pokrzywdzone pozycją jaką oferują im Stany Zjednoczone w MFW i Banku Światowym. Chiny mają tam niewiele ponad 4% głosów, a jej lokalny rywal, Japonia, ma ich aż 7%. Nic dziwnego, że właśnie USA i Japonia jako jedyne kraje kategorycznie odmówiły wsąpienia w szeregi Azjatyckiego Banku Inwestycji Infrastrukturalnych.

BRT Xiamen

Jeżeli mowa o inwestycjach i projektach inżynieryjnych – BRT, czyli podniebne autostrady przeznaczone wyłącznie dla autobusów. Chiński sposób na rozwiązanie problemu korków w miastach, gdzie budowa metra jest zbyt kosztowna lub niemożliwa.

Z kolei Chińczycy mają teraz olbrzymie ambicje i olbrzymie pokłady wolnej gotówki. Chcą, żeby ich pieniądze pracowały dla nich. Chcą przygotować sobie grunt pod nową falę ekspansji chińskich inwestycji, towarów i usług. Do niedawna Chiny eksportowały tanie produkty codziennego użytku, dziś eksportują elektronikę, maszyny i auta, jutro będą eksportowały know-how i realizowały olbrzymie projekty inżynieryjne. Żeby na tym polu konkurować z USA, Chinom potrzebny jest ich własne narzędzie kontroli, własny bank światowy — ABII.

Tylko czy to oznacza narodzy nowego imperium?

Autor
Artur

Zamiast biurowców szklanych, mieszkania na kredyt i wersalki z Ikei wybrałem podróż w nieznane. Tak trafiłem do Chin. Po prostu spaliłem mapy i poszedłem przed siebie. Czasami wiatr smaga po oczach, przynajmniej czuję, że żyję.

Czytaj dalej ›

Czytaj dalej
Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Komentarze
  • Bardzo dobrze napisane. Chinom, w przeciwienstwie do USA, zalezy na korzysciach obu stron, ale o tym Zachod praktycznie zawsze milczy.

    • Artur
      Rok temu

      Chciałbym, by tak było jak piszesz, ale myślę, że Chińczycy mają w tym względzie tyle samo altruizmu, co Amerykanie. Ludzie, którzy stoją za decyzjami po obu stronach barykady są do siebie podobni jak dwie krople łzy. Czas pokaże, czy mój pesymizm był uzasadniony.

  • pio
    Rok temu

    Interesujący artykuł, ciekawie się czyta. Tak się tylko zastanawiam, czy może aby zanęcić większe grono państw do brania pożyczek, Ci co będą pierwsi będą mieli jakieś lepsze warunki? Bo może tutaj Polska mogła by coś ugrać :-)

  • futrzak
    Rok temu

    Zaczelam czytac bloga dzis – wpadlam na fejsie w czyims newsfeedzie na linka. Tak trzymac!

    Przy tym wpisie juz po 3 akapitach mysle… zaraz… zaraz…. czy autor czasem nie czytal Confessions of an Economic Hitman? Bingo.
    Dzieki, za prowadzenie bloga. Bylo mi brak jakiegos rozsadnego spojrzenia „od wewnatrz”, kogos, kto w Chinach mieszka, ale zarazem ma trzezwe i racjonalne spojrzenie.

    • Artur
      Rok temu

      Dziękuję. Zawsze miło przeczytać z rana taki komentarz. Będziemy dalej trzeźwym okiem spoglądali i dawali znać co się dzieje w Państwie Środka i regionie. Wpadaj od czasu do czasu :)

  • Michal
    Rok temu

    Brawo Panie Arturze. Świetny wpis.

  • Paweł
    11 mies. temu

    Artur bardzo ciekawie piszesz :) mimo późnej godziny otwierasz mi głowę i inspirujesz ;) wielkie dzięki ! pozdrawiam

    • Artur
      11 mies. temu

      Dzięki za komentarz, wpadaj od czasu do czasu, zapraszam :)

  • Adriano
    5 mies. temu

    Artykuł interesujący ale umieszczanie Salwadora Allende w gronie „opornych” moim zdaniem jest tendencyjny i obniża wiarygodność autora. Warto się zapoznac bliżej z działaniami Allende i ich skutkiem dla społeczeństwa – chaos i problemy w zdobyciu podstawowych produktów, organizacja bojówek, rządzenie za pomocą dekretów wydawanych z pominięciem parlamentu. Warto też wspomnieć, ze upoważnienie do użycia sił zbrojnych wyszło ze strony parlamentu i Sądu Najwyższego Chile.