10 sposobów: Jak bić imigrantów bez pozostawiania śladów?

Araby w Kuala Lumpur

Jako Polacy mamy długie tradycje bicia muzułmanów. Zaczęliśmy od Tatarów w XV wieku. Następnie biliśmy Turków do chwalebnego 1683 roku, kiedy Sobieski spuścił im taki łomot, że do dziś pamiętają. Potem mieliśmy przerwę od ratowania Europy, ale nie na długo, bo w 1920 przyszli bolszewicy (coś jak muzułmanie, ale gorsi). Tych też z bożą pomocą wybiliśmy co do nogi. Teraz mamy XXI wiek i niewierni znów szturmują. A daliby spokój! Ile razy możemy tę Europę zbawiać?

Skąd biorą się te Araby?

Polacy jakby dopiero wczoraj zorientowali się, że świat wokół nich przestał przypominać sielankę z Pana Tadeusza. Zdarza im się teraz przechadzać po europejskich bulwarach i ze zdumieniem odkrywają, że bogobojne panny o białej cerze z włosami koloru dorodnej pszenicy i rumiani chłopcy stanowią mniejszość w tłumie ludzi obcych: czarnych, ciapatych i skośnych. I wnet wszczęli alarm — jak do tego dojść mogło?

Maria muzułmanką w Meczecie Narodowym

Raz-dwa i Maria została muzułmanką. Aż strach się bać. Meczet Narodowy w Kuala Lumpur.

Hej ho, kolonizować by się szło

Imigranci w Europie pojawili się en masse po wybrykach kolonialistów, głównie: Brytyjczyków, Francuzów, Belgów, Holendrów i Portugalczyków. Polska odpadła z kolonialnego wyścigu w przedbiegach, bo mieliśmy ważniejsze problemy na głowie związane z brakiem własnego i suwerennego państwa. Wróćmy jednak na chwilę do tych dżentelmenów z kolonialnymi ambicjami.

Kolonie z definicji opierają się na wyzysku. Im więcej uda się wyssać z podbitego państwa, nie dopuszczając przy tym do rewolty tubylców, tym lepiej. Kolonistom jednak było ciężko ten delikatny stan ekwilibrium, więc w efekcie tubylcy prędzej, czy później orientowali się, że są nabijani w butelkę i zaczynali głośno domagać się lepszego traktowania i ostatecznie — niepodległości.

A działo się to wtedy, kiedy Zachód lizał rany po pierwszej, a następnie po drugiej wojnie światowej. W obu przypadkach w Europie panowało chwilowe zmęczenie i obrzydzenie otwartymi konfliktami zbrojnymi, więc kolonialne potęgi stroniły od prostych rozwiązań takich jak pacyfikowanie tubylców za pomocą czołgów i karabinów. Dlatego w mniej lub bardziej pokojowym procesie, kolonie w końcu zniknęły z politycznych map świata. Nie znaczy jednak, że razem z nimi zniknęły powiązania polityczne i gospodarcze między niedawną kolonią a macierzą.

Imperiom bardzo zależało na tym, żeby utrzymać byłą kolonię w swojej sferze wpływów. A do tego potrzebowali ludzi na obu frontach i aby ich pozyskać, zaczęli rozdawać europejskie paszporty swoim byłym wasalom, którzy weszli w skład pierwszej liczącej się fali imigrantów, która dotarła do Europy.

Grupy etniczne w Malezji

W Malezji nie mają specjalnych problemów z pomieszaniem kultur. W kraju pokojowo koegzystują Malaje (muzułmanie), Chińczycy i Hindusi. Malaje rządzą i dlatego są uprzywilejowani przez prawo. Jak zwykle jeżeli ktoś ma lepiej, a ktoś ma gorzej, to sprawa dotyczy tylko i wyłącznie polityki i pieniędzy.

Era Gastarbeitera

Druga fala imigrantów przypłynęła do Europy po II wojnie światowej. Przypłynęła, bo ktoś musiał odbudować nasze miasta i zaorać pola z lejami po bombach. Ludność na starym kontynencie była zdziesiątkowana i zwyczajnie brakowało rąk do pracy.

W tym samym czasie Wujek Sam w kostiumie Świętego Mikołaja przybył do Europy z workiem pełnym prezentów w postaci Planu Marshalla i milionów dolarów przeznaczonych na inwestycje. Wszystko by upadłe imperia zachodniej Europy stanęły na nogi i zaczęły kupować amerykańską coca-colę. Sporo z tych pieniędzy popłynęło na sprowadzenie sprowadzenie do Europy taniej siły roboczej, głównie z byłych kolonii. I tak z białej, Europa szybko stała się kolorowa.

Jak Murzyni Kowalskiego znienacka otoczyli

Polakom to zjawisko umknęło, bo przez kolejne 50 lat po II wojnie światowej mało który rodak miał szansę wyściubić nos za żelazną kurtynę, a przez kolejne 25 lat mało który mógł sobie na to pozwolić.

Po co cała ta historia?

Żeby pokazać, że imigranci nie przylecieli do Europy z Marsa. Nie przylecieli też z planem jej podbicia naszego kontynentu. Ani nie przylecieli tu nieproszeni. To my sami ich tu ściągnęliśmy i ściągnęliśmy nie dlatego, że mamy takie dobre serca, ale z czystej chciwości. Bo najważniejszym atutem imigranta zawsze był niski koszt jego pracy. Imigrant po prostu robi za psie pieniądze i nie zadaje pytań. Niewiele się w tej kwestii zmieniło przez ostatnie 100 lat i niewiele się zmieni, jeżeli to my, Europejczycy nie zmienimy swojej mentalności.

My, a nie imigranci.

Ochroniarze w Manili

A to z kolei Manila. Do tego właśnie zmierza Europa. Do tych ciężarówek opancerzonych i ochroniarzy z shotgunami, chroniącymi bogactwo bogatych przed desperacją biednych.

3 sprawdzone sposoby na kisiel z imigranta

Historia, historią, ale dlaczego mamy tych imigrantów w Europie coraz więcej? Odpowiedź jest prosta — bo nie możemy bez nich żyć. Trzy powody dlaczego:

  1. Europa potrzebuje ludzi do czarnej roboty. Nawet w Polsce mamy nadprodukcję ludzi zbyt ambitnych w stosunku do tego, co reprezentują sobą intelektualnie. W efekcie co drugi Polak ma wyższe wykształcenie, a to znaczy, że tylko co drugi jest godzien zaakceptować pracę za minimalne wynagrodzenie na taśmie w fabryce, czy na kasie w supermarkecie. Na Zachodzie ludzie są jeszcze bardziej wybredni, bo mogą sobie na to pozwolić. Imigrant z kolei weźmie każdą robotę i jeszcze będzie zadowolony (przez jakiś czas).
  2. Europa jest zmuszona dostosować ceny swoich produktów do cen na globalnym rynku. Jak tu jednak konkurować z tanią produkcją z Chin, czy Wietnamu? A jednak trzeba i to stawia Europę przed wyborem: albo produkuje równie tanio albo zginie. Tania produkcja równa się niskim kosztom racy, a niskie koszty pracy równają się niskim płacom pracowników, w tym pracą na czarno. W obu przypadkach imigrant jest jak znalazł.
  3. Europa potrzebuje dzieci. Jesteśmy zbyt zajęci spłacaniem kredytów, że nie mamy czasu, chęci i rzekomo również środków na potomstwo. Ci, którzy nie mają takich problemów, nie zamierzają się reprodukować z filozoficznych pobudek wynikających z: rozbujanego indywidualizmu, skrajnego feminizmu, czystego hedonizmu, czy problematyki gender (Myślę, że jestem kobietą, ale mam wąsa, co teraz?).

    Efekt tego taki, że starzy się starzeją, a jak starzeją to i chorują. A jak chorują, to państwo się powinno nimi zająć, bo ich dzieci w końcu na to pracują, żeby się nimi państwo zajęło. Państwo z kolei mówi, że nie ma kasy, bo zbyt mało tych młodych pracuje, a zbyt dużo starych się emerytuje. I tu z pomocą naszemu systemowi społeczno-ekonomicznemu przychodzi nie kto inny jak nasz imigrant — swój chłop, co zaraz po przylocie od razu czterech chłopów spłodzi, a po dziesięciu latach może liczyć na wnuki. To chyba ma powstrzymać agonię europejskiego systemu emerytalnego. Zobaczymy…

Jaki z tego morał?

Jak nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o pieniądze. Jeżeli kupujesz tanie meble z Ikei, wsuwasz tanie pomarańcze i truskawki, jeździsz tanim golfem, a do tego narzekasz, że to wszystko jest takie drogie, licząc jeszcze, że odbijesz sobie po 60-tce na niezłej emeryturze z ZUS-u (o słodka naiwności), to nieświadomie wspierasz obecną politykę imigracyjną i zapraszasz jeszcze więcej kumpli z Pakistanu i Maroka. Jeżeli ci się to nie podoba, to czuj się winny. Trochę mniej niż nasi kumple na zachód od Odry, ale czuj.

Imigranci w Singaprurze

Jak poznać imigranta w Singapurze? Wolny weekend spędza na pikniku. Nie stać go na inne rozrywki, więc piknik jest sensowną alternatywą.

Kto ich tu zaprosił?

Imigrantów zaprosili sami Europejczycy, żeby żyć na poziomie i uprawiać pijany konsumpcjonizm. Ostatecznie to dzięki imigrantom na koniec miesiąca mamy więcej pieniędzy na koncie. Teraz się pewnie zastanawiasz gdzie są te pieniądze, bo na pewno nie widziałeś ich na swoim koncie. I tu tkwi haczyk. Kto bowiem najbardziej zyskuje na imigrantach w Europe?

Duże biznesy. Korporacje. To one stoją za fabrykami, magazynami, sortowaniami śmieci i supermarketami, które zatrudniają imigrantów. To im najbardziej zależy na taniej sile roboczej ze względu na skalę oszczędności. Jeżeli urwą z wypłaty każdego pracownika 100 EUR, to w ciągu roku uzbierają okrągłą sumkę, którą prezesi będą mogli przeznaczyć na premie dla siebie idące w setki tysięcy, jeżeli nie miliony euro. W sam raz na nowy jacht i willę w Saint Tropez.

Resztę oszczędności wpakują w armię prawników i lobbystów, których jedynym celem jest podsuwanie cichcem politykom ustaw korzystnych z punktu widzenia ich biznesu. Efekt? Ot właśnie obecna polityka imigracyjna UE. Jeżeli myślisz, że jej powstanie było dziełem przypadku lub skutkiem zatroskania naszych polityków losem innych narodów, to wróć do początku artykułu i ponów lekturę, ale ze zrozumieniem.

Dlatego tak długo jak będziemy pozwalali korporacjom taką korupcję w białych rękawiczkach, tak długo imigranci będą napływać, konflikt będzie się eskalował, ale za to ty będziesz się cieszył wersalką z Ikei za ¼ twojej pensji, a nie ½ (zachód Europy cieszy się lepszymi proporcjami).

Chińskie piekło w singapurskim Haw Par Villa

Obraz chińskiego piekła w singapurskim Haw Par Villa. Za każde przewinienie na ziemi, człowiek zostaje ukarany po śmierci. Za działanie na szkodę bliźniego dla własnego zysku, kodeks przewiduje tylko jedną karę—rozczłonkowanie ciała. Tak sobie myślę, że może przynajmniej po śmierci ktoś beknie za tych imigrantów.

Integracja arabusów nie działa!

A jak ma działać, jeżeli o jakiejkolwiek integracji imigrantów mówi się od 20 lat, od 10 coś się w tym kierunku robi, a dopiero teraz do ludzi dociera, że może trzeba było integrować wcześniej, z większym zaangażowaniem, skutecznym planem i odpowiednim budżetem.

Refleksja przyszła tak późno, bo władzom wygodnie było myśleć o imigrantach jedynie w kategorii taniej siły roboczej. Imigrant to nie „normalny człowiek” z własnymi potrzebami, a jedynie narzędzie do maksymalizacji zysku. Zysku, którego firmy i stojące za nimi społeczeństwa nie mają zamiaru ograniczać kosztami związanymi z asymilacją imigrantów np. ich edukacją. Bo po co imigrantowi znajomość języka, jeżeli tylko śmieci wywozi? Dziś płacimy cenę za taką mentalność.

Usłane różami życie Murzyna w Europie

Powszechnie wiadomo, że życie na emigracji niewiele się różni od wakacji. Imigrant przyjeżdża przecież do czystego, porządnego, europejskiego kraju, w którym zaraz dostaje mieszkanie za darmo, bo mu się należy, do tego dobry social, żeby wcale nie musiał pracować. Dlatego siedzi jak pączek w maśle i tylko kombinuje jak tu ściągnąć więcej swojej muzułmańskiej ferajny.

Nie każdy imigrant jest święty, bo podobnie jak my, oni też kombinują jak tu zarobić i się nie narobić. Różnica polega jednak na tym, że my mamy więcej możliwości na godziwy i legalny zarobek.

Malajka w Kuala Lumpur

Malajka w Kuala Lumpur. I nagle muzułmanie wcale nie są tacy straszni.

Tolerancja, otwartość i inne grzechy

Jako czarnuch naszego społeczeństwa, imigrant może liczyć tylko na najgorsze prace albo przy odrobinie szczęścia na wakat u innego imigranta, któremu bardziej się powiodło. Takie ograniczone spektrum wynika to zarówno z braku odpowiednich kwalifikacji (wykształcenie, znajomość języka) jak i zwykłej dyskryminacji.

Bo kto z ręką na sercu powie, że wolałby zatrudnić imigranta z Senegalu zamiast pana Edka, jeżeli obaj nadają się na to samo stanowisko? Dlatego imigranci są marginalizowani i nawet jeżeli mają się czym pochwalić w swoim CV, to najczęściej dostają pracę poniżej swoich kwalifikacji. Ten kto czyścił kible mając dyplom uniwerku w kieszeni wie, że pieniędzy, ani satysfakcji to nie przynosi.

Bo wiesz, lasagne to on łyżką jadł

Imigranci często nie mają bladego pojęcia o kulturze państwa, do którego jadą. Ba, czasami nie znają nawet lokalnego języka, takimi są ignorantami.

Ale czy to nie jest naiwne z naszej strony, oczekiwać od faceta, który jedzie do Francji na budowę, żeby rozpoczął swój pobyt od wycieczki do Luwru, nauki Marsylianki i studiów myśli Rousseau? Jeżeli zapraszalibyśmy do Europy wykształconych imigrantów: lekarzy, inżynierów i naukowców, to mielibyśmy pełne prawo do oburzenia, jeżeli wystawałaby im słoma z butów. My jednak ściągamy ludzi do roboty na taśmie produkcyjnej. I albo ich sobie sami wyedukujemy przymusem i za własne pieniądze albo ich edukacja w Europe zakończy się na tym jak obsługiwać prasę, by ręki nie ucięło.

Nie płacimy za zadawanie głupich pytań

Z resztą komu tak naprawdę zależy na światłych i wyedukowanych imigrantach? Na pewno nie biznesom, które ich zatrudniają. Im mniej taki delikwent rozumie, tym lepiej — łatwiej go zmanipulować i oszukać: podsunąć niekorzystną umowę, zakwaterować w nieogrzewanym baraku, czy nie wypłacać pieniędzy za nadgodziny.

Niemiec, jeżeli dostanie spawarkę do ręki, to nie zacznie pracy dopóki razem z nią nie dostanie maski ochronnej. Z imigrantem nie ma takich problemów. Jak będzie trzeba, to będzie robił w każdych warunkach. Przecież i tak nie wie gdzie i jak się poskarżyć. A jak trafi do roboty w rolnictwie, to w ogóle umowy nikt mu do ręki nie da. Bo i kto to sprawdzi?

Imigranci w Helsinkach

Czwartkowe popołudnie w Helsinkach. Ilu imigrantów zbijających bąki widzisz? Mimo sporej dawki imigrantów w Finlandii, to ciężko ich spotkać na plaży, w jachtach, czy na motorówkach. Albo tyrają w pracy albo knują jakiś atak terrorystyczny.

Pana nazwisko? Rouhani? Już nieaktualne.

Imigranci zasilają głównie naszą najniższą klasę społeczną. Klasę ludzi, którzy pracują ciężko, fizycznie i dostają za to parę eurocentów. Nawet jak mają odpowiednie kwalifikacje i ambicję, żeby poprawić swój status, natrafiają na szklany sufit, który roztacza nad nim biały rekruter. Człowiek, który innych ludzi nazywa „zasobami ludzkimi” nader skutecznie rozprawia się z nadzieją imigranta na lepszą pracę i ze sztucznym uśmiechem przylepionym do twarzy, pokazuje drzwi: „Dziękuję, oddzwonimy do pana”. To też powinieneś znać z autopsji. Frustrujące?

13. dzielnica

Imigranci może nie zawsze mają dyplom Harvardu, ale doskonale zdają sobie sprawę, kiedy robi się z nich idiotów. Wiedzą kiedy ktoś ich oszukuje i kiedy są dyskryminowani. I tak pomału, krok po kroku, rodzi się w nich gniew na nasze rzekomo tolerancyjne społeczeństwo, które ginie pod ciężarem hipokryzji pierwszej próby. I tak imigrant szybko przekonuje się, że może liczyć na pomoc tylko od innego imigranta. Reszcie nie ufa i resztą się brzydzi, bo ta reszta nim codziennie gardzi i pomiata. Jaką ma więc motywację do asymilacji?

W efekcie ucieka do ludzi, którzy go rozumieją i akceptują oraz do miejsc, które są mu znajome i w których czuje się bezpiecznie. Oto cały sekret powstania gett i meczetów na Zachodzie.

N*ke. Just do it!

Oliwy do ognia dolewa nasza zachodnia ideologia, która wykształciła system oceny drugiego człowieka na podstawie tego jak wygląda, co ma i co kupuje. Z powodzeniem udało się nam tę konsumpcyjną tradycję wyeksportować do każdego zakątka świata. I teraz powraca ona rykoszetem w postaci imigrantów, którzy też chcą jeszcze więcej posiadać, by być „kimś” w naszym, zdominowanym przez konsumpcję społeczeństwie.

Problem polega na tym, że kto jak kto, ale oni nie mogą sobie na to pozwolić, bo legalne źródła dochodu pokrywają jedynie ich podstawowe potrzeby. I to znów potęguje ich frustrację i zawiść.

Muzułmanie w Yiwu

Zdjęcie z Yiwu, hurtowni trzeciego świata w Chinach, o której niejednokrotnie pisałem. Jakoś tam nikt nie ma problemów z muzułmanami. Wręcz przeciwnie, wszyscy ich witają z otwartymi rękoma, bo po prostu zostawiają tam olbrzymie pieniądze. Nie zmienia to faktu, że nasza rosyjska koleżanka na zdjęciu dalej boi się muzułmanów.

A Żydzi łapią dzieci i robią z nich macę

Dlatego ci wszyscy imigranci siedzą sobie u nas i dzień za dniem kumulują w sobie te przykre doświadczenia i negatywne emocje. I wcale to nie wynika z ich odmiennej kultury, czy religii jak to wmawiają nam niektóre twardogłowe „autorytety” i lekkomyślne lemingi. Wynika to tylko i wyłącznie z różnicy klasowej. To jednak temat tabu, bo ludzie mogliby zacząć obwiniać prawdziwych sprawców tego konfliktu — korporacje i skorumpowanych polityków.

Łatwiej jednak pokazać palcem na imigrantów, nazwać ich synami bin Ladena, bo oni z całą pewnością nie mają nic innego do roboty jak tylko przygotowywać dżihad u siebie w kuchni. A taki właśnie przekaz serwują nam media, które dolewają oliwy do ognia, żeby spolaryzować i skłócić społeczeństwo. Bo kiedy ludzie sobie skaczą wzajemnie do gardła, to nie mają już czasu i chęci, żeby szukać prawdziwych winowajców…

Multikulturowe Yiwu

Chińskie Yiwu raz jeszcze. Multikulturowy biznes kwitnie.

Araby a sprawa polska

W tej całej imigranckiej aferze najbardziej zastanawia mnie dlaczego Polacy z takim zapałem krzyczą wniebogłosy i wymachują widłami na wieść o diabelskich imigrantach siejących spustoszenie na rubieży. Czuję w kościach, że stoją za tym zabobony o imigrantach, czarnych jak smoła, którzy pracę naszym rodakom zabierają, a kościoły zostawiają w pożodze. Cóż, tyle o imigrantach wiemy, ile media nam pokazały.

A te lubią nas maluczkich straszyć różnymi, różnistymi wrogami narodu. Tymi wyimaginowanymi jak Erika Steinbach i tymi bardziej namacalnymi jak kibole i dopalacze. Ludziom trwoga, a rządowi radość, bo z tej nienawiści zapominamy o ważniejszych sprawach — na przykład niespełnionych obietnicach wyborczych, czy udowodnionej korupcji tego, czy innego ministra.

Dlatego statystyczny Polak nie ma zbyt wielu imigrantów wśród znajomych. W zasadzie to nie byłby w stanie wskazać nawet jednego, z którym zamienił choćby słowo.

Ale za to wszystkich z przyjemnością spaliliby w stodole.

Jak muzułmanin prawie mi rękę odgryzł

Nie żebym sam znał ich na pęczki, ale jeżdżę tu i ówdzie czasami i zdarza mi się spotkać tych muzułmanów, diabłów wcielonych.

Kiedy trzy lata temu studiowałem w Hangzhou, w Chinach, większość mojej klasy stanowili muzułmanie. I nie mówię o Ujgurach, czy Hui (chińskich muzułmanach), ale o Pakistańczykach, Jemeńczykach, Tadżykach, Uzbekach, Kazachach, Mauretańczykach i innych „stereotypowych”.

Nie byli to moi najlepsi kumple, ale nie mogę o nich złego słowa powiedzieć: z reguły uśmiechnięci, życzliwi i chętni do rozmowy. Jedni pracowici, inni leniwi, jedni elokwentni, drudzy mniej — jak wszędzie na świecie. W retrospektywie myślę, że to ja byłem tym niewdzięcznym gburem w stosunkach z nimi, bo nigdy nie zrewanżowałem się za liczne posiłki, na które byłem zapraszany przez to towarzystwo, a szczególnie przez Aliego, naszego klasowego prymusa z Jemenu.

Grill w Hangzhou

Rozpalamy grilla ze znajomymi ze studiów w Hangzhou. O mały włos wszyscy byśmy w areszcie nie skończyli, bo żaden z nas nie potrafił jeszcze rozczytać znaków zakazu rozniecania ognia po chińsku. Od lewej: Muhammad z Pakistanu, Tom z Nowej Zelandii, Michał z Polski i Ali z Jemenu.

Historie takie jak ta tylko utwierdzają mnie w przekonaniu, że konflikt imigracyjny w Europie to konflikt biednych z bogatymi, a nie pierwszego i trzeciego świata, czy świata chrześcijańskiego z islamskim. Religia jest jak zwykle tylko pretekstem — politycznym skalpelem, który dzieli i tnie społeczeństwa na kawałki, które dają się łatwiej manipulować.

Imigrant-free

Dlatego w tym kontekście Polska jest bezpieczna ze swoim kulturowym, religijnym i narodowym monolitem, bo gospodarka naszego kraju wygląda blado tle Europy Zachodniej. Polska nie ma też żadnego post-kolonialnego balastu. Polska jest po prostu nieatrakcyjna dla imigrantów i z tego powodu możemy sobie przyczepić etykietę państwa imigrant-free i nosić taki znaczek z dumą wpięty w klapę marynarki.

Emigrant-full

Z ciekawości porównałem średnią pensję w Polsce i w Turcji. Różnica jest żadna. Jeżeli dodać do tego nasz arcy-oryginalny język, fenomenalny poziom tolerancji i do-rany-przyłóż biurokrację, to Polska ląduje gdzieś między Albanią a Mongolią na liście wymarzonych państw dla imigranta szukającego zarobku. To chyba wystarczający dowód na to, że imigranci jednak tacy głupi nie są, bo jak widać po naszych ulicach, skutecznie omijają Polskę szerokim łukiem.

Jeżeli już mamy się kogoś bać, że przyjedzie nam ziemniaki sadzić i dzieci pilnować, to raczej powinniśmy truchleć na widok Ukraińców i Białorusinów. Im jednak w Polsce nikt nocą nóg nie połamie, bo są biali i potrafią się przeżegnać jak przyjdzie co do czego.

Jak kocioł garnkowi

Bo jak mówi stare, góralskie porzekadło: ludzie szarzy i przeciętni zawsze znajdą sobie chłopca do bicia. Najlepiej kogoś słabego, kto się nie odmachnie i na kim można wyładować swoje frustracje i wszystkie życiowe porażki. Dlatego ta szara i przeciętna część Polaków znalazła sobie imigrantów do bicia. Na szczęście póki co dostają baty wirtualne, w internetowych komentarzach i demotach. Czas jednak pokaże gdzie jeszcze.

Czy naprawdę tak bardzo się od nich różnimy?

Mam wrażenie, że Polscy imigranci robią dokładnie to samo, co ta znienawidzona muzułmańska swołocz — jadą do innych krajów nieproszeni, pracują za stawki niższe niż ustawa przewiduje, są równie wykorzystywani, bo też mają problemy z adaptacją, znajomością języka, a czasami nawet prawem. Co nas faktycznie różni to kolor skóry i bliższe więzi kulturowe z naszymi zachodnimi sąsiadami. Polak też nadużywa social jak tylko może i kombinuje jak sprowadzić całą rodzinę za granicę. Polacy robią to wszystko, bo tak jak i inni imigranci, oni też nie czują silnej więzi z nowym państwem i traktują je przedmiotowo jak dojną krowę.

Jak Polska odzyskała swoje miejsce w Europe

Swoją drogą wstąpienie Polski do Unii Europejskiej nie było ani dziełem przypadku ani aktem miłosierdzia ze strony starej piętnastki. Europejski beton stwierdził, że upiecze dwie pieczenie przy jednym ogniu. Po pierwsze zasili swój rynek pracy tanią, całkiem nieźle wykwalifikowaną siłą roboczą, którą cechuje kaukaski typ urody (i nie odstrasza potencjalnego pracodawcy). Po drugie zdobędzie nowy rynek zbytu dla swoich produktów, przy okazji wykańczając nasz rodzimy przemysł.

Dlatego jak mamy gdzieś szukać sojuszników to raczej wśród podobnych sobie szaraczków, próbujących związać jakoś koniec z końcem (czyt. strasznych imigrantów), niż wśród elit gospodarczych naszego kontynentu, które też robią nas w balona od dłuższego czasu.

Tyle o Polsce. Teraz będzie o tym jak uratować całą Europę od tych paskudnych imigrantów.

Ciurkin, Władywostok

Ciurkin, dzielnica imigrantów i biedoty we Władywostoku. Ktoś może powiedzieć, że nie jestem obiektywny w sprawie imigrantów, bo właśnie tu spędziłem cały rok. Jako imigrant.

10 sposobów jak bić imigrantów i 2 sposoby jak dać im żyć

Wszyscy w Europie są zgodni co do jednego — tak dalej być nie może.

Potem jednak każdy ma swój pomysł jak rozwiązać problem imigracyjny w Europie. Jak zwykle skrajności nie brakuje. Połowa mojego Facebooka życzy sobie imigrantów rozstrzelać, jedna czwarta wolałaby ich wysłać na Marsa, a reszta ma to wszystko w dupie i torturuje mnie śmiesznymi zdjęciami swoich kotów.

Z myślą o tych, którzy wiedzą najlepiej, moja lista czterech rozwiązań. Do wyboru do koloru.

1. Zamykamy granice i koniec tego Eldorado

Możemy po prostu przestać wpuszczać imigrantów i wyrzucić resztę muzułmańskiej zgrai, która już u nas mieszka.

Pomysł tyleż skuteczny, co krótkowzroczny. Pomijając moralny aspekt takiego rozwiązania, Europa szybko pogrążyłaby się w głębokim gospodarczym kryzysie. Zamiast Algierczyków tyrających na polach, trzeba będzie zapłacić Francuzowi, żeby zbierał winogrona. Winogrona podrożeją, podobnie jak i wszystkie inne produkty made in UE. Eksport pada, bo nikt za granicą nie będzie wspierał naszej walki z imigrantami swoimi własnymi pieniędzmi. W efekcie koszty rosną, zyski maleją, firmy upadają, ludzie tracą pracę, umierają biedni, bezdomni i bezdzietni. Pogrążoną w chaosie Europę podbijają islamscy fundamentaliści i stawiają tam kalifat.

2. Wyciągamy gnata i powtarzamy historię z ’39

Nie tak dawno żył taki facet z dziwnym wąsem, który twierdził, że za wszelkim złem tego świata stoi pewna grupa ludzi z fantazyjnymi pejsami. I zaproponował ostateczne rozwiązanie tej kwestii, zabijając 6 milionów istnień, w tym 2 miliony dzieci. Ktoś może powiedzieć, że czasy się zmieniły. Wąsy wyszły z mody, pejsów nikt się już nie czepia. Tylko ci brodaci imigranci wszystkich wkurzają. Więc idź, dziś go szturchnij w tramwaju, jutro opluj na ulicy, wybij mu szybę w sklepie w piątek i poderżnij gardło w niedzielę.

Czy to są te europejskie i chrześcijańskie wartości, które rzekomo tak bardzo staramy się obronić?

Nawet jeżeli jesteś zimnym i pozbawionym skrupułów skurczysynem, to mam dla ciebie jeszcze jeden racjonalny argument przeciwko przemocy. Zacznij uciskać muzułmanów, a oni z nienawiści i chęci odwetu zasilą szeregi Państwa Islamskiego, czy innych klubów fundamentalistycznych szaleńców. Wtedy możesz liczyć na co najmniej jeden atak terrorystyczny w tygodniu w każdej europejskiej stolicy.

Bo z przemocą to jest jak z bumerangiem. Zawsze wraca. I za którymś razem ścina głowę.

Imigranci muzułmańscy w Chinach

Co kraj to obyczaj. W Chinach nie potrzebują imigrantów jako taniej siły roboczej, bo mają własną, jeszcze cały czas tanią. Dlatego ograniczają się tylko do tych z kasą: biznesmenów małych i dużych. Od czasu do czasu zrobią łapanki na tych, którzy są nielegalnie i jest spokój.

3. Powściągamy dumę, rozluźniamy umysły i otwieramy portfel

Wprowadzamy sensowną politykę imigracyjną, która będzie traktowała imigranta jak człowieka, a nie jak robola. Taką, która będzie popychała do integracji w równym stopniu przyjezdnych, co tubylców.

Garść pomysłów jak to zrealizować:

  1. System szkolnictwa, który będzie przeciwdziałał segregacji szkół na „białe i elitarne” oraz „kolorowe dla plebsu”. Bo segregacja buduje jedynie nieufność i potęguje antagonizm.
  2. Program edukacyjny balansujący między zdrowym patriotyzmem a kosmopolityzmem. Innymi słowy jedna lekcja o powstaniu styczniowym, druga o buddyzmie. Bo czego Jaś się nie nauczy, tego Jan nie będzie umiał, a ignorancja i niewiedza to siedliszcze strachu i nienawiści. Kielich z którego czerpią potem politycy.
  3. Inwestycje w infrastrukturę dla imigrantów: wsparcie dla deweloperów planujących tanie, ale spełniające „nasze” standardy mieszkania, zielone światło dla finansowanych z własnych środków przedsięwzięć kulturalnych i religijnych, w tym budowy meczetów, czy rzeźni halal. Planowanie przestrzenne przeciwdziałające tworzeniu imigranckich gett. Bo imigranci to też ludzie i mają swoje potrzeby. Możesz je ignorować, ale nie dziw się, że oni też przestają cię traktować jak człowieka.
  4. Zezwolenia na pracę i zamieszkanie jedynie dla osób z odpowiednią znajomością lokalnego języka lub objętych obowiązkiem nauki, bez kryminalnej przeszłości w kraju pochodzenia i które pasują do naszego profilu. Jak sprawdzić czy osoba pasuje do profilu? Dziesiątki rozwiązań: od obowiązkowej rozmowy z urzędnikiem konsularnym, przez egzaminy z wiedzy o docelowym kraju i testy psychologiczne do wywiadów środowiskowych. Osobiście mam alergię na całą tę biurokrację, ale czasami nie ma innego sposobu (patrz nasza rodzima procedura przyznawania Karty Polaka). Bo nie stać nas na zapraszanie największych ignorantów.
  5. Wsparcie pracowników socjalnych dla imigrantów. Powinni być liczni i aktywnie pomagać w rozwiązywaniu codziennych problemów: znalezienia pracy, mieszkania, sprowadzeniu rodziny, konsultacji prawnej. Południowa Korea ma program dla północnokoreańskich uciekinierów, których szkolą jak żyć w zupełnie innej, obcej dla nich, nowoczesnej rzeczywistości. Uczą m.in. jak korzystać telefonu komórkowego, zamówić pizzę i zapłacić za nią kartą kredytową. Rozwiązanie nieco przesadzone w kontekście „naszych” imigrantów, którzy takie umiejętności mają, ale mogą mieć problemy ze zrozumieniem zawiłej umowy o pracę napisanej w cudzym języku. Bo nie można zostawić imigranta sobie samemu po tym jak go wpuścimy. Inaczej gdy powinie mu się noga, to z braku laku, zamiast do fabryki, pójdzie zarabiać jako diler.
  6. Skuteczne egzekwowanie prawa pracy: kontrole nastawione głównie na duże biznesy, zatrudniające głównie nisko-opłacany personel. Bolesne kary pieniężne za oszustwa wobec pracowników i inne nadużycia np. fatalne warunki pracy. Bo nie możemy oczekiwać ludzkiego traktowania od kogoś, kogo sami traktujemy jak maszynę.
  7. Zielone światło dla imigrantów z wyższych klas społecznych: intelektualistów, przedsiębiorców, naukowców etc. Bo potrzebujemy wykształconych elit zza granicy, które będą przeciwwagą i autorytetem dla pozostałych imigrantów. Prości robotnicy nawet jeżeli sami nie zdołają zmienić swojej pozycji społecznej, to będą aspirowali do awansu przez swoje dzieci. A im więcej światłych, wykształconych ludzi wśród imigrantów, tym mniej ekstremizmu i antagonizmu w całym społeczeństwie.
  8. Ideologiczna walka z podwójnymi standardami — szeroko zakrojone kampanie społeczne, które będą celowały w dyskryminację w pracy i w systemie edukacji. Bo źle opłacany, niewykształcony i szykanowany imigrant to tykająca bomba zegarowa.

To tylko parę prostych, niezbyt finezyjnych pomysłów jak zjednać ku sobie ludzi, których różni grubość portfela.

Sedno tego wywodu tkwi jednak w pytaniu: czy jesteś gotów za to zapłacić?

Ktoś w końcu musi: za wspomnianą armię pracowników socjalnych, tanie mieszkania i imigracyjną biurokrację. Za drogo? Prawdziwy problem z imigrantami to problem naszej chciwości. Przez dekady ściągaliśmy ich, bo się nam to opłacało. Teraz musimy wypić naważone piwo z masą sfrustrowanych i wściekłych ludzi zamkniętych w gettach. Albo teraz zapłacimy za to z nawiązką albo zapłacimy za to prędzej, czy później otwartym konfliktem w Europie.

Sam sobie odpowiedz jaka jest cena pokoju i ile kosztuje życie twoje i twoich bliskich.

4. Bijemy się w pierś i wstępujemy do nieba

Pomysł stary jak świat, ale nikt tego tak zgrabnie nie ujął jak Lennon w 1971 roku:

Dla tych, którzy wolą słowo pisane, parę słów komentarza. Gdybyśmy w polityce jak i w osobistym życiu kierowali się zwykłą ludzką empatią, to rozwiązalibyśmy praktycznie wszystkie poważne światowe problemy z głodem na czele.

Zamiast tego jednak wolimy kombinować jak tu sprzątnąć innym sprzed nosa największą część tortu.

Gdybyśmy tylko przestali wykorzystywać kraje trzeciego świata, podzielili się z nimi naszym know-how, pomogli rozwinąć ich własny przemysł i zmniejszyli własny apetyt na najnowsze wersje iPhone’a, to nie dość, że skutecznie zatrzymalibyśmy imigrację, to jeszcze doczekalibyśmy się końca wojen.

Nierealne?

Don Kichot już to próbował

Prognozy mówią, że do 2050 roku muzułmanie będą stanowili większość na świecie. Tak się zapewne stanie, niezależnie czy tego chcesz, czy nie. Od ciebie jednak zależy, czy Europa przetrwa tę zmianę, bo będzie elastyczna jak trzcina, czy złamie się jak konar spróchniałego drzewa podczas burzy.

Pomyśl o tym zanim pierwszy rzucisz kamieniem.

Autor
Artur

Zamiast biurowców szklanych, mieszkania na kredyt i wersalki z Ikei wybrałem podróż w nieznane. Tak trafiłem do Chin. Po prostu spaliłem mapy i poszedłem przed siebie. Czasami wiatr smaga po oczach, przynajmniej czuję, że żyję.

Czytaj dalej ›

Czytaj dalej
Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Komentarze
  • puszcz
    10 mies. temu

    Arturze ale z tego co mi wiadomo to nikt się nie czepia imigrantów, którzy przyjeżdżają tutaj pracować za takie czy inne pieniądze. Problemem aktualnym, który bulwersuje polaków jest cała masa imigrantów „wojennych” (piszę w cudzysłowie bo wygląda to tak że zamiast biednych kobiet i dzieci to głównie emigrują silni młodzi mężczyźni z nowymi iPhonami w ręku), którzy przyjeżdżają tutaj bo im Angela obiecała po 500Euro socjalu i którzy przetrzymywani są w specjalnych do tego wyznaczonych obozach i których to właśnie unia próbuje/próbowała nam wcisnąć, żebyśmy taki obóz otworzyli u siebie.

    http://natemat.pl/154119,wlasciciel-amrit-kebab-widze-te-twarze-i-wstyd-mi-narobia-balaganu
    http://pikio.pl/wstrzasajaca-relacja-z-obozu-dla-uchodzcow-hitem-sieci/

    • Artur
      10 mies. temu

      Problem polega na tym, że my wrzucamy wszystkich „innych” do jednego wora. Imigrant, uchodźca, nielegalny imigrant — dla nas to jedno i to samo, bo czarną facjatę.

      Ja rozpisałem się jedynie o imigrantach, czyli z definicji ludzi, którzy dostają się do Unii legalnie, najczęściej w celach zarobkowych. To zdecydowana większość obcokrajowców, których spotykamy na ulicach Europy. To oni dostają bęcki za kryminalistów, którzy dostali się tu albo nielegalnie albo podają za uchodźców.

      Co zrobić z nielegalnymi i kryminalistami? To co powinno robić każde państwo — karać zgodnie z obowiązującym prawem i deportować.

      Uchodźcy to temat rzeka i nie zamierzałem go poruszać, bo nikt nie dobrnąłby do końca tego wpisu. Czy jestem za azylem dla uchodźców? Tak. Czy jestem za wpuszczaniem wszystkich jak leci? Nie. Dam jednak konia z rzędem temu, kto potrafi szybko i z dużym prawdopodobieństwem ocenić kto faktycznie jest ofiarą wojny, czy prześladowania, a kto nadużywa prawa do azylu. Jedno jest pewne — obecne regulacje i instytucje „obozów dla uchodźców” też tego nie potrafią. A jak coś nie działa, to należy to zmienić.

      • puszcz
        10 mies. temu

        Zgadza się, że nie słusznie ludzie wrzucają wszystkich do jednego wora i pisanie, że muzłumanów to trzeba do obozu w Oświęcimiu bo nam taki ładny Niemcy zostawili to jest jak to mówi młodzież w internetach niedoje**nie mózgowe.

        Ale ostatni wybuch hate’u, o którym piszesz „I wnet wszczęli alarm — jak do tego dojść mogło?”, jest związany właśnie z tymi pseudo uchodźcami, których unia chce nam wcisnąć. Gdyby nie to, to pewnie nikt by się nie czepiał tych imigrantów, którzy faktycznie przyjechali tutaj robić jako siła robocza niezależnie od ich koloru skóry i poglądów religijnych. A przynajmniej nie tylu i nie tak głośno.

  • emem
    10 mies. temu

    mowa tu o tanich mieszkaniach dla imigrantów,gdzie u nas ?u nas mieszkania są w przeliczeniu do realnych zarobków jeden z najdroższych w Europie.. mowa o kontroli wielkich korporacji zatrudniających ludzi za śmieszne stawki hmm takie rzeczy już w Polsce są od wielu lat, i nikt tego nie zmienił w stosunku do swoich rodaków a gdzie do „obcych”. kilka fajnych pomysłów ale reszta to jakieś „marzenia” których w naszej biednej Polsce nie spełnimy.

    • Artur
      10 mies. temu

      Zgadza się. Jak wspomniałem, Polska w zasadzie jest wolna od problemu imigrantów i pewnie jeszcze długo pozostanie. To raczej recepta na problemy Europy Zachodniej. My mamy ważniejsze sprawy na głowie niż imigranci i to jedna z tez tego artykułu.

      Na przykład prywatne media w rękach niemieckiego kapitału. Bo jak pokazuje historia, Polska nie miała się najlepiej, kiedy jej sąsiedzi pociągali za sznurki.

  • Ewa
    10 mies. temu

    brawo Arturze, pod prad jak zwykle i jak zwykle celnie, :)

  • Znafca
    10 mies. temu

    „Zdarza im się teraz przechadzać po europejskich bulwarach i ze zdumieniem odkrywają, że bogobojne panny o białej cerze z włosami koloru dorodnej pszenicy i rumiani chłopcy stanowią mniejszość w tłumie ludzi obcych: czarnych, ciapatych i skośnych. I wnet wszczęli alarm — jak do tego dojść mogło?”
    A muzułmanki też są bogobojne.
    No i imigrantów powinno się wykurzyć prawie wszystkich-łącznie z banderowcami.Zostawić tylko oswojonych i potulnych oraz chętnych do roboty.

  • Jeśli piszesz o imigrantach: Wietnamczykach , Chińczykach to cały wpis jest OK, niech ich przyjeżdża „skolko ugodna”, oni pracują, szanują prawo są z natury grzeczni i sympatyczni. Natomiast ma się to nijak do Arabów. Oni nigdy się nie zasymilują, przyjeżdżają do Europy z pogardą i nienawiścią w sercu do nas. Są agresywni i aroganccy, brak reakcji policji, przymykanie oka przez polityków i sądów na łamanie prawa tylko ich utwierdza w takim zachowaniu. Zgodnie zresztą z Koranem mają nas chrześcijan a zawłaszcza nasze kobiety za zwierzęta, które trzeba albo wykorzystywać albo unicestwić. Niestety przykre ale prawdziwe.

    • Artur
      7 mies. temu

      Z iloma muzułmanami miałeś nieprzyjemność rozmawiać? Podziel się z nami tymi historiami jak w stosunku do Ciebie zachowali się agresywnie i arogancko, a nienawiść tryskała z ich serc wypalając dziury w chodniku. Chciałbym ich wysłuchać.

      Co do Chińczyków, to owszem, nie sprawiają większego problemu i uwielbiamy ich za to, że „znają swoje miejsce”. Bo imigranci powinni robić swoje i nie zadawać pytań. Chińczycy mają taką mentalność, że zagryzą zęby i z pomocą rodziny jakoś przepękają najcięższe lata, żeby tylko kolejne pokolenie miało lepszy start.

      Chińczycy z resztą też święci nie są. Pieniądz jest ich religią, czego efekty widać w postaci chińskich inwestycji w krajach rozwijających się, które dewastują środowisko naturalne, korumpują lokalne rządy, zadłużają społeczeństwa i rozkradają surowce. To taka cicha wojna podjazdowa, której nie widać na ulicach, ale ma równie wielki wpływ na nasze życie jak imigranci. Chińczycy póki co jeszcze nie do końca orientują się gdzie Polska leży na mapie, ale jak już ją odnajdą, to przyjdą na zakupy. Póki co kupili takie polskie marki jak: Mazur, Morliny, Krakus, czy Calisia. Cóż, wygląda na to, że będziemy pracowali na wszystkich innych, tylko nie na siebie.

      Na koniec ciekawostka odnośnie traktowania kobiet jak zwierząt:

      Jeśli się bić będą mężczyźni, mężczyzna i jego brat, i zbliży się żona jednego z nich i – chcąc wyrwać męża z rąk bijącego – wyciągnie rękę i chwyci go za części wstydliwe, odetniesz jej rękę, nie będzie twe oko miało litości.

      Z czego to cytat? <werble> Z Biblii: Księga Powtórzonego Prawa 25, 11. Czasami ciężko dostrzec belkę we własnym oku.

      Koran, czy Biblia, nie ma większego znaczenia. Jak chcesz w niej wyczytać wojnę, to ją wyczytasz, jak chcesz wyczytać miłość do bliźniego, to też ją wyczytasz.

  • Piotr
    7 mies. temu

    Jeszcze parę miesięcy temu z większością rzeczy tutaj napisanych mógłbym się zgodzić. W mojej klasie (Niemcy) składającej się niemal z samych muzułmańskich uchodźców i emigrantów czułem się dużo lepiej i pewniej niż w domu zamieszkanym wyłącznie przez moich rodaków, nisko płatnej siły roboczej, pijaków skorych do agresji. Pukałem się w czoło jeśli ktoś z paniką w głosie przestrzegał przed przyjmowaniem emigrantów do Polski. Mówiłem, że to nam po prostu nie grozi.
    Cóż takiego się stało, że zmieniłem zdanie? Na początek przeczytałem jeden artykuł o historii Arabii Saudyjskiej. Zrozumiałem, że nie ma żadnej różnicy między Arabią Saudyjską a Państwem Islamskim.
    Piszesz: „Program edukacyjny balansujący między zdrowym patriotyzmem a kosmopolityzmem. Innymi słowy jedna lekcja o powstaniu styczniowym, druga o buddyzmie.” W tym wypadku przydałyby się chyba lekcje na temat islamu? Jeśli ten wpis został popełniony bez podstawowej wiedzy na jego temat to wszystko zaczyna być śmiesznym i naiwnym bajaniem pijanego dziecka we mgle. Czy wiesz, że Arabia Saudyjska nie ma takiej ciągłości władzy od Mahometa, którego potomkowie rządziliby nieprzerwanie w Mekce aż po dzień dzisiejszy niczym papieże na Watykanie? Saudowie zajęli Mekkę i Medynę bez rozlewu krwi ale tylko dlatego, że wszyscy wiedzieli, że w razie jakiegokolwiek oporu najeźdźcy wymordowaliby wszystkich bez mrugnięcia okiem. Budujmy więc u nas meczety za pieniądze Arabii Saudyjskiej?

    • Artur
      7 mies. temu

      Dzięki za obszerny komentarz. Czytam go już trzeci raz i nadal nie rozumiem co ma piernik do wiatraka tj. artykułu :) Widocznie prócz braku wiedzy z zakresu historii Arabii Saudyjskiej, brak mi także piątej klepki, jak to często bywa u pijanych dzieci we mgle.

      Ilu imigrantów z Arabii Saudyjskiej mamy w Europie? Globalnie za granicą żyje 270 029 Saudyjczyków, czyli mniej niż 1% populacji tego kraju. Więcej emigrantów ma nawet maleńka Słowacja. Ilu z tych Saudyjczyków wyjechało do Europy pracować fizycznie? Przy średnich zarobkach 130 tys. rocznie na głowę, hm… raczej niewielu.

      Jeżeli nie chodziło Ci jednak o saudyjskich emigrantów, to o co? O to, że Arabia Saudyjska to jeden z najbardziej groteskowych reżimów na świecie? Czy o to, że wielu Saudyjczyków inwestuje nadwyżkę swoich petrodolarów w szerzenie fundamentalistycznego islamu? To wszystko prawda, więc jeżeli do tego próbowałeś mnie przekonać, to możesz odetchnąć już z ulgą. Czuję się przekonany.

  • New Jersey
    5 mies. temu

    To jacy są muzułmanie zależy głównie od stopnia radykalizacji ich imamów. Znam ich wielu bo tu gdzie mieszkam są ludzie z całego świata. I nie ma znaczenia, czy pochodzą z Turcji i ich kobiety nie zasłaniają głów czy z innego kraju, jedno jest pewne, jeśli do meczetu do którego chodzą Twoi islamscy koledzy przyjedzie radykalny imam, to po max trzech miesiącach będą gotowi ścinać głowy, nawet Twoją. Oni po prostu nie mogą przeciwstawić się dogmatowi Koranu, bo za to im grozi śmierć.