Jak spotkałem żywego Raskolnikowa w Petersburgu

W nowej pijalni czekolady w Petersburgu

Petersburg był dla nas ważny nie tylko jako pierwszy zaplanowany przez nas punkt podróży, ale także pierwsze doświadczenie z couch-surfingiem. Jeszcze będąc w Polsce, dostaliśmy zaproszenie od Andrieja, który zgodził się nas przenocować przez te parę dni spędzonych w mieście.

Priviet Andriej!

Andriej urodził się w Petersburgu, tu dorastał, tu skończył Informatykę na uniwersytecie i tu pracuje jako webdeveloper (programista). Gdyby zamienić Petersburg na Poznań, można by stwierdzić, że mamy ze sobą wiele wspólnego. Jednak to tylko pozory. Dzieliła nas mała bariera językowa i przepaść zwana różnicą w temperamencie.

Wieża Babel

Odnośnie tej pierwszej, Andriej mimo znajomości angielskiego, raczej unikał rozmów w tym języku. Miał do tego znakomitą wymówkę—przyjął wobec Magdy postawę surowego, acz życzliwego nauczyciela swojego ojczystego języka. Dzięki temu Andriej mógł oszczędzić sobie stresujących konwersacji ze mną, skutkujących przewlekłym jąkaniem i jednocześnie wdzięczyć się do krasivaj polskiej dziewczyny, która „zwaliła mu się na chatę”.

Początkowo byłem poirytowany takim obrotem sprawy, ale dzięki temu ostatecznie i ja liznąłem podstawy rosyjskiego i z dumą wtrącałem moje ulubione słówko—spasiba, gdzie tylko się dało.

Co do samego Andrieja, to jego największą zaletą byli jego znajomi. A ci byli, jak się później okazało, także z couch-surfingu. I to z nimi, łamaną angielszczyzną, bawiłem się najlepiej. Niezależnie od tego muszę przyznać, że Andriej okazał nam dużo gościnności i honorowo odstąpił nam swoje olbrzymie łóżko, mimo naszych, licznych (moich mniej licznych) protestów.

W kamienicy

Jak żyje typowy młody mieszkaniec Petersburga? Andriej otrzymał swoje lokum od rodziców. Był to spory pokój należący do mieszkania w starej kamienicy, znajdującej się niedaleko od centrum miasta. W tym pokoju mieszkał z całą rodziną od dnia swoich urodzin.

Do mieszkania na 6. piętrze można było dostać się windą, która przeczyła tezie o wielkości rzeczy w Rosji. Winda iście mikroskopijnych rozmiarów z trudem mieściła w swoim wnętrzu trzy osoby, ściśnięte niczym sardynki. Tę jej cechę wykorzystał Andriej, by pobyć przez chwilę sam na sam z Magdą w kameralnej atmosferze, mnie zaś wysyłając schodami. Od tego momentu miałem ambiwalentny stosunek do gościnności naszego gospodarza.

Podczas wspinaczki na 8. piętro do loftu przerobionego na kawiarnię i pijalnię czekolady

Podczas wspinaczki na 8. piętro do loftu przerobionego na kawiarnię i pijalnię czekolady. Szczypta hipsteryzmu.

Drzwi mieszkania Andrieja otwierały się na długi i ciemny korytarz, od którego odchodziły wejścia do wspólnych pomieszczeń: kuchni łazienki, ubikacji, oraz osobnych pokoi innych lokatorów. Co ciekawe nie było to mieszkanie, które można by określić jako studenckie, czy absolwenckie. W innych pokojach mieszkali ludzie w sile wieku.

Piknik pod dachem

Pokój Andrieja był naprawdę ładny; jasny, przestronny i przytulny. Z dumą opowiadał ile kosztowało go pracy wyremontowanie całości. A trzeba przyznać, że zrobił to całkowicie sam. Zapomniał jedynie o stole i krzesłach, ale po co takie zbytki młodemu kawalerowi. Z tego powodu Andriej jadał przy biurku z komputerem, a prywatki u niego odbywały się w stylu piknikowym—na kocu rozłożonym na dywanie.

Raskolnikow

Reszta mieszkania przywodziła mi na myśl kwaterę Raskolnikowa. Oświetlony wątłym blaskiem starej żarówki korytarz, łazienka w całości przeżarta rdzą, ściany pokryte farbą o niezidentyfikowanym brunatnym kolorze. Brakowało jedynie lichwiarki i stojącej w kącie siekiery. Sam Andriej także przypominał mi głównego bohatera „Zbrodni i kary”—niezbyt zamożnego studenta, poważny w obejściu, ważącego każde słowo, niekiedy pogrążonego w myślach.

Wspólne a prywatne

Muszę wspomnieć o toalecie. Ceramika pamiętała chyba czasy inwazji Niemców na ówczesny Leningrad. Zabytkowa muszla klozetowa była przykrywana przez jedną z klap, należących do mieszkańców. Wszystkie trzy były powieszone na ścianie do wyłącznego użytku przez swojego właściciela.

Zastanawiał mnie rozdźwięk między wyglądem pokoju Andrieja a całą resztą mieszkania. Czy lokatorzy nie widzą sensu remontu pozostałych, wspólnych części? Czy to mentalna spuścizna poprzedniego ustroju? To jedno z pytań, które miałem ochotę zadać Andriejowi i byłbym zadał, gdyby był nieco innym Andriejem, z większym dystansem do siebie i otwartością.

See you?

Abstrahując od tego, Andriej wieczorami umawiał nas ze swoimi znajomymi w różnych, ciekawych lokalach i to także dzięki niemu spędziliśmy masę świetnych chwil w mieście. Na koniec naszego pobytu wręczyliśmy małe upominki z Polski. Może wybierze się za naszą namową w nasze rodzime strony podczas planowanego przezeń samochodowego Eurotripu w przyszłym roku. Muszę przyznać, że zaskoczył mnie lekko tym pomysłem. Ma jednak chłopak trochę fantazji w sobie!

Autor
Artur

Zamiast biurowców szklanych, mieszkania na kredyt i wersalki z Ikei wybrałem podróż w nieznane. Tak trafiłem do Chin. Po prostu spaliłem mapy i poszedłem przed siebie. Czasami wiatr smaga po oczach, przynajmniej czuję, że żyję.

Czytaj dalej ›

Czytaj dalej
Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Komentarze
  • Pirnaw
    Przedwczoraj

    Ty cymbale nawet rosyjskiego nie znasz!? Ale prymityw. A szpanowałeś na „wschodzie” udając „polskiego pana”. Żałosne. Ale co się spodziewać po kmiocie, który trochę zaczyna podróżować. Lepiej buraku siedź w tej swojej pyrlandii i nie ośmieszaj się.

  • Pirnaw
    Przedwczoraj

    Bez obrazy, ale po tobie Artur widać, że jesteś tępak…naprawdę.