50 tysięcy za numerek, czyli o dziwnych chińskich zwyczajach

Jedzenie w Chinach

Od czego musi powstrzymywać się chińska mama zaraz po urodzeniu dziecka? Dlaczego w Chinach trudno znaleźć hotelowy pokój z numerem 4? I czy można witać swoich rodziców buziakiem? Już spieszę z odpowiedziami na te oraz inne pytania.

Pałac dla dziecka

Chociaż dla niektórych osób (w tym mniejszości etnicznych) istnieją odstępstwa od osławionej polityki jednego dziecka, jednak zasadniczo w Chinach większość rodzin nie bardzo może pozwolić sobie na ich większą liczbę. Z tego powodu chińska mama, zanim zdecyduje się zajść w ciążę, już dwa lata wcześniej zaczyna przygotowywać do niej swój organizm, tak, aby ten jeden bobas, którego urodzi, mógł być „jak najlepszej jakości”. O trosce, z jaką Chińczycy traktują poczęcie i okres ciąży świadczy nawet język mandaryński: słowo oznaczające macicę to 子宫 (zigong) czyli dosłownie: „pałac dla dziecka”.

Chińska mama

Hierarchia i posłuszeństwo – typowe konfucjańskie wartości. Nie obowiązują, gdy w grę wchodzi kupno nowej zabawki, najlepiej iPada.

Ale kiedy wspomniana Chinka już urodzi zdrowego i dorodnego malucha, nie znaczy to, że może przestać dbać o siebie! Wręcz przeciwnie – dopiero wtedy zaczyna się przestrzeganie ścisłych zasad. Do miesiąca po porodzie nie może wychodzić z domu ani myć rąk w zimnej wodzie, do dwóch tygodni – myć włosów, do dziesięciu dni – brać prysznica, a przez czas nie do końca określony nie powinna też zbyt dużo czytać i w ogóle wysilać wzroku. Konsekwencje?

Wcale nie są błahe. Po rozmowie z moją nauczycielką chińskiego dowiedziałam się, co przydarzyło się kobietom ignorującym zakazy. Jej mama niedługo po porodzie zmywała naczynia w zimnej wodzie; od tego czasu co roku o tej samej porze przez kilka dni bolą ją dłonie. Znajoma siedząc w domu z noworodkiem trochę się nudziła, więc zaczęła czytać dużo książek i gazet – to rzekomo sprawiło, że oślepła na jakiś czas. Po usłyszeniu jeszcze kilku takich historii pomyślałam, że lepiej chyba nie ignorować ludowych mądrości…

Czy jadłeś już swój ryż?

Tym pytaniem Chińczyk wyraża nie tylko troskę o to, czy jego rozmówca nie jest głodny, ale pyta o jego ogólne samopoczucie i o to „jak leci”.

Co do kultury jedzenia w Chinach, to z jednej strony można pozwolić sobie na dość swobodne maniery – nie krepuj się i śmiało pomlaszcz przy wsuwaniu makaronu pałeczkami! Musisz jednak pamiętać także o paru regułach, które wcale nie są oczywiste.

Chinki na plaży maska

Całe szczęście Polki preferują krem z filtrem.

Dania na chińskim stole podawane są na „rodzinnych” półmiskach, a każdy dostaje swoją prywatną miseczkę ryżu. Wychodząc na wspólny obiad Chińczycy zamawiają kilka potraw, które stawiane są na środku stołu tak, by każdy mógł się swobodnie częstować.

Nie zamawia się raczej oddzielnego dania dla siebie – zamiast tego zjada się wszystkiego po trochu. Pamiętam zabawną sytuację po miesiącu pobytu w Chinach, kiedy to zdążyłam już przywyknąć do takiego systemu, aż tu nagle… przypadkowo spotkałam na swojej drodze parę Polaków. Miło spędziliśmy razem czas podczas wspólnej kolacji, ale dopiero pod sam koniec zauważyłam ich dezaprobatę wynikająca z tego, że… wyjadałam im z talerzy!

Przy regulowaniu rachunku w chińskiej knajpce można spodziewać się typowej scenki – każdy z biesiadujących będzie próbował za wszelką cenę zapłacić za wszystkich. Prócz tego, będąc zaproszonym do kogoś do domu, Chińczyk zawsze zostawi po posiłku nieco jedzenia w miseczce – w przeciwnym wypadku gospodarz mógłby pomyśleć, że ten gość jest nadal głodny… zjadł już przecież wszystko, co było!

Jest jeszcze sprawa alkoholu – tu akurat zgaduję, że Polak z Chińczykiem dogada się bez problemu. Polskie „ze mną się nie napijesz?” ma bowiem w Państwie Środka lokalny odpowiednik. Mówiąc krótko oznacza to, że na zakrapianej imprezie trudno wymigać się od społecznego „obowiązku” picia. Szczególnie dotyczy to służbowego spotkania z szefem.

Jaki numerek wart jest 50 000 yuanów?

Powiesz, że w Polsce trzynastka uważana jest za pechową? Może i tak, ale jakoś specjalnie się tym nie przejmujemy i nie unikamy jej za wszelką cenę. Co innego Chiny i liczba 4 (四 si) lub 14 (十四 shisi) – obie brzmią podobnie do słowa „śmierć”. Z tego względu wiele osób unika ich jak ognia – nikt nie chce mieć czwórki w numerze telefonu czy rejestracji samochodu. W hotelach często nie istnieją pokoje cztery i czternaście, a czasami udaje się nawet… usunąć piętro o tym numerze.

Liczby szczęśliwe to z kolei 6 (六 liu) i 8 (八 ba), których brzmienie podobne jest do słów oznaczających pomyślność. Te z kolei są bardzo pożądane przez Chińczyków – do tego stopnia, że są gotowi zapłacić żeby mieć je np. w swoim numerze telefonu. Ekstremalnym przypadkiem był pewien pan, który wydał 50000 CNY na kupno szczęśliwego numeru: 138 888 888 88. I to nie dlatego, że tak łatwo go zapamiętać…

Opalenizna? Nie, dziękuję.

Podczas gdy europejskie dziewczęta (i chłopcy!) robią wszystko, żeby ich skóra przybrała ciemniejszy odcień, w Chinach panują odmienne standardy. Elegantki z Państwa Środka chcą, by ich skóra miała jak najjaśniejszy kolor – opalenizna bowiem kojarzy się z pracą w polu, życiem na wsi i ogólnie niższą pozycją społeczną. W calu utrzymania jak najjaśniejszej karnacji, w słoneczne dni wiele kobiet nie rozstaje się z parasolką i rękawiczkami, nie mówiąc o zakryciu reszty ciała odpowiednim ubraniem.

Na Taobao, „chińskim Allegro”, można natomiast kupić specjalne preparaty rozjaśniające cerę, aby łatwiej można było upodobnić się do lalek z porcelany. Jeśli planujesz rozkręcać biznes w Chinach, mogę doradzić jedno – nie inwestuj w solarium.

Krem wybielający w Chinach

Polscy producenci wybielaczy i papieru ściernego zerkają na Chiny z nadzieją na krociowe zyski.

5 faktów o Chinach w bonusie

  1. Aby zaścielić łóżko, nie wystarczy przykryć go piękną kolorową kapą – dla Chińczyków obowiązkowe jest złożenie pościeli i ułożenie jej na brzegu posłania po każdej nocy.
  2. Nie panuje kulturowy zwyczaj codziennego brania prysznica – bezwzględnie trzeba natomiast codziennie wykąpać stopy w gorącej wodzie. Poranny prysznic to także coś, czego Chińczycy nie lubią.
  3. Całowanie swoich rodziców na powitanie i pożegnanie jest zwyczajem w Chinach nieznanym. Wiąże się to z konfucjańską ideą hierarchii i szacunkiem (a więc też pewnym dystansem) do starszych.
  4. Szczególną uwagę przykłada się do tego, by woda do gotowania ryżu była naprawdę czysta.
  5. W małżeństwie, niezależnie od tego kto zarabia więcej, to żona zajmuje się zarządzaniem domowym budżetem.
Autor
Marta

Przeplatam podróże z nauką języków i pisaniem. W nowe miejsca lubię docierać pieszo. Więcej moich tekstów na: idepieszo.pl

Czytaj dalej ›

Czytaj dalej
Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Komentarze
  • Kuba
    Rok temu

    Dobry tekst, szczególnie z tym wyjadaniem z talerza – też bym się zdziwił :)

  • K-o
    Rok temu

    Co do opalenizny to w Europie, o ile się nie mylę wylansowała ją Coco Chanel, a potem narodowi socjaliści z NSDAP jako „symbol zdrowego stylu życia rasy panów”. Wcześniej opalone chodziło tylko chłopstwo.