Eto Rossiya

Marszrutki i busy w Rosji
Eto Rossiya

Piąta nad ranem. Słyszę stłumione okrzyki dochodzące z korytarza. Z bólem otwieram jedno oko, modląc się w duchu, by wystarczyło to do szybkiej oceny sytuacji i powrotu do krainy marzeń sennych. I z tym jednym okiem niechętnie wystawionym na publiczny widok, stanąłem oko w oko z rosyjską babą. Ktoś ją tu puścił z torbami. A ile tych toreb!

Nylonowe paki przecinane granatowymi pasami z zamkiem błyskawicznym, czekały na hasło dowódcy. To miała być wojna błyskawiczna. Baba już miała zająć z góry upatrzone pozycje nad naszymi głowami, ale dostrzegła dwa, spore plecaki cherlawych partyzantów leżących bez tchu na swoich pryczach. Problem.

To Rosja jest

Baba pobudziła nas i rozpoczęła długie pertraktacje jak można upchnąć zarówno nasze, jak i jej bagaże w kufrach i na półkach naszego niby-przedziału wagonu trzeciej klasy Kolei Transsyberyjskiej. Z rozbrajającym uśmiechem dopychała pięściami swoje wory, rzucając nam pobłażliwe „Eto Rossiya”.

Zdanie, które zapadło nam w pamięć i tłumaczyło wszystko na naszej drodze. Nie dziw się, nie bulwersuj, toż to przecież Rosja!

Byle jak, ale się zachowuj

Czy możemy obejrzeć pokój? Oczywiście, że możemy. Kto by odmówił w takiej sytuacji. Magda wspięła się po schodach hotelu w Irkucku z recepcjonistką o włosach zniszczonych trwale trwałą, trzymającą w ręku klucz do pokoju, niczym cenną relikwię. Obie wróciły po chwili. Spojrzałem na Magdę. Jest dobrze. Płacimy i zabieramy klucz bez zbędnych dyskusji (tego dnia mieliśmy ich aż nadto).

Zadowolony rzuciłem plecak na olbrzymie łóżko, klucze na stolik z zastawą i ruszam prosto do łazienki. Prysznic z biczami wodnymi. Nieźle. Nie spodziewałem się. Po czterech dniach w Transsibie, tego właśnie człowiekowi było potrzeba. I ów człowiek rozebrał się do rosołu i z miejsca wskoczył pod strumień gorącej wody.

Marszrutki i busy w Rosji

Ostra jazda na krawędzi czeka właśnie na Ciebie.

Cudownie, choć bajerancka kabina prysznicowa nie działała. Zablokowany odpływ utopił naszą łazienkę w potopie, a następnego dnia nawet zamek w drzwiach odmówił nam posłuszeństwa. Mieliśmy za to do dyspozycji brudne talerze z niezidentyfikowanym dressingiem i panel kolorowych świateł na suficie, który mógł zamienić pokój w prywatną dyskotekę (cztery programy migania do wyboru gości).

Ot, bylejakość ukryta pod kiczowatym luksusowym lukrem. To samo widać na ulicach, co zaobserwowaliśmy też w Listwiance, małej miejscowości wypoczynkowej nad Bajkałem. Eta Rossiya!

Pan tu nie stał

Czasami trzeba w życiu na coś czekać. Czasami trzeba czekać w kolejce. Niekiedy nawet z innymi. W Rosji z reguły się czeka dla zasady. Wtedy można naprawdę docenić wartość przedmiotu oczekiwania. Co to byłaby za radość z kupna biletu, czy załatwienia sprawy urzędowej, gdyby odbyło się to w przeciągu pięciu minut?

Rosjanie lubią bawić się w gry, które stymulują i wydłużają proces czekania. Standardowo używa się do tego specjalnej kwestii: „Nie wiem, nie mogę pomóc i nie, absolutnie nie wiem kto może.”.

Najgłębsze kazamaty dworca w Irkucku mieszczą w sobie prawdziwie klasyczną przechowalnię bagażu z olbrzymią księgą złożoną z pożółkłych i tłustych kartek, w której zapisuje się dokładnie kto, jakiego wzrostu i wagi, złożył co i jakiego typu, kiedy oraz, jakie choroby zakaźne przebył właściciel tego czegoś. Wszystkiemu przygląda się trzech pracowników o przeszywających, jaszczurzych ślepiach i ortalionowych dresach, którzy wzbudzają zaufanie porównywalne z taksówkarzami bez taryfikatorów spod tego samego dworca.

Kiedy szef tego komanda poczuł zew wolności i udał się na poszukiwanie straconego czasu, pasażerowie zebrani w podziemiach utworzyli długą linię oczekujących, kolekcjonujących swój własny stracony czas. Mimo pozostałych dwóch pracowników, bagaże nie mogły zostać nam wydane. Schowani w tle, przewracali z cichym szelestem strony gazety, licząc godziny do fajrantu. Kiedy odzyskaliśmy nasze plecaki, byli o jedną bliżej do końca.

Jazda po rosyjsku

Ruch drogowy na Syberii na pewno dostarcza przyjezdnym więcej niezapomnianych wrażeń niż najwspanialsze widoki, które może dostarczyć Bajkał. Wesołe busiki, marszrutki, z równie wesołymi kierowcami, przeklinającymi cały świat pod wąsem, ścigają się po całym mieście. Kierowcy dokonują w nich cudów. Wśród pasażerów często dochodzi do objawień. Nawet zatwardziali ateiści, podróżując marszrutkami, odnajdują pewne ukojenie w modlitwie, a nawet dostrzegają rękę Boga w ocaleniu ich od niechybnej śmierci. Z całą pewnością kierowcy marszrutek doskonale znają się na swoim fachu, a trenują na realistycznych symulatorach komputerowych takich jak Carmageddon, czy GTA. Część z nich posiada także całoroczne karnety na samochodziki w wesołym miasteczku.

Wypadek w Moskwie

Wypadek na naszych oczach w Moskwie. Policjant niewzruszony, nawet nie podszedł do uszkodzonych aut.

Marszrutki to nie jedyne zagrożenie życia na rosyjskich drogach. Wyobraź sobie sawannę z leniwie przechadzającym się po niej lwem. W oddali znajduje się stado niewielkich antylop, które za lwami, jak powszechnie wiadomo, nie przepadają. Samica na przodzie dostrzega zagrożenie i wyskakuje w popłochu, ruszając czym prędzej susami w przeciwnym kierunku. Reszta nie wie jeszcze co jest grane, ale na wszelki wypadek też podskakuje i ucieka. Następuje wspaniała reakcja łańcuchowa podskoków i ucieczek wśród całego stada. A lew obserwuje to wszystko, dłubiąc pazurem w zębach, czekając aż obiadem zajmie się lwica.

Tak właśnie wygląda ruch uliczny na Syberii za sprawą aut przystosowanych do ruchu lewostronnego. Kierowcy, chcący wyprzedzić jadące przed nimi auto (nie spotkano tych, którzy nie chcą), wykonują gwałtowny antylopi sus w lewo na sąsiedni pas, by otrzymać pełną wizję drogi przed nimi. Zwykle jest to droga z jadącym z naprzeciwka innym kamikaze, więc muszą wrócić do swojej pierwotnej pozycji, przyczaić się do kolejnego skoku. A za nim skaczą kolejni: w lewo, śmierć w oczach, w prawo, kilkusekundowa przyczajka i powtórz do skutku.

Stereotypy

Taki to już koloryt Rosji, ludzi w dresie i ze złotym zębem na przedzie.

Poza nimi jest jeszcze 99% innych Rosjan i 99 innych historii, które sprawiają, że Rosję warto odwiedzić. I nie tylko dlatego, że podnosi przyjezdnym ciśnienie. Pozostaje mi westchnąć z pewną nostalgią: Eto Rosssiya i wrócić tam kiedyś.

Autor
Artur

Zamiast biurowców szklanych, mieszkania na kredyt i wersalki z Ikei wybrałem podróż w nieznane. Tak trafiłem do Chin. Po prostu spaliłem mapy i poszedłem przed siebie. Czasami wiatr smaga po oczach, przynajmniej czuję, że żyję.

Czytaj dalej ›

Czytaj dalej
Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Komentarze
  • Night Warrior
    3 lat(a) temu

    Świetny jest ten blog, wszystko fajnie opisane, tylko coś ostatnio nie ma nowych wpisów. Zazdroszę Wam, bo od dawna wybieram się na wyprawę do Jakucji, mam nadzieję, że w końcu mi sie uda. Pozdrawiam i szerokiej drogi.

    • Artur
      3 lat(a) temu

      Dzięki za komentarz! Wracam z nowymi siłami do NoMoreMaps po wyprawie do Nepalu i przeprowadzce do Szanghaju. Teraz mam już garść czasu, by opowiedzieć parę słów o Mongolii. Pojawił się już pierwszy wpis z przejazdu do Ułan Bator i poznania naszego couch-surfera, Begza. Trzymam kciuki za Twoją podróż do Jakucji!

  • Waso
    2 lat(a) temu

    Trzeba bylo kupic sobie bilet nie w trzeciej klasie lecz w pierwszej i nie marudzic obrazajac rosyjskie kobiety. W Irkucku sa normalne hotele na poziomie a nie tylko syfiaste hostele w ktorych autor zazwyczaj zostaje jak jedzie na Zachod badz na Wschod.

    • Artur
      2 lat(a) temu

      Waso, tak wygląda ten wycinek Rosji moimi oczami. Są inne wycinki i inne oczy. Tak samo jak w Rosji są miejsca piękne, interesujące i warte uwagi, jak i takie, które są zwyczajnie brzydkie i nieatrakcyjne. I to stanowi dla mnie sedno piękna tego świata – ta różnorodność. Jeżeli Ty widzisz jedynie Rosję „pierwszej klasy”, to śmiem twierdzić, że tracisz całą, niesamowitą resztę. Bądź szczery wobec siebie i wobec nas, czytelników. Tym się tu kierujemy, na NoMoreMaps.

  • Sonia
    7 mies. temu

    a ja mam pytanie – w żadnym wpisie nie opisujesz widoków, jakie roztaczają się z okien Kolei Transsyberyjskiej; czy to dlatego, że nie ma czego oglądać? pytam, bo sama rozważam taką wyprawę (do Irkucka, nie aż do Chin) i jednym z aspektów, które wydają mi się najciekawsze jest właśnie dzika syberyjska przyroda, oglądana z okien pociągu :)

    • Artur
      7 mies. temu

      Chyba trafiłaś w sedno :) Być może jestem botanicznym ignorantem, ale szczerze mówiąc, miałem cały czas wrażenie, że krajobraz za oknem jest całkowicie zwykły i monotonny. Generalnie jeżeli przejazd Transsibem jest atrakcją, to głównie dlatego, że masz bezpośredni kontakt z różnymi ludźmi w pociągu i możliwość zwiedzania różnych miejsc po drodze. Krajobraz, przynajmniej dla laika wygląda tak jak na trasie Rzeszów-Kołobrzeg: lasy, lasy, pola, lasy, pola, więcej lasów :) Żeby zobaczyć coś więcej, musiałabyś wyskoczyć na jednym z przystanków i ruszyć wgłąb tajgi.